|
Z Piekarą mieliśmy już z Bringerem do czynienia, a tym bardziej z Madderdinem! Tym razem dzięki uprzejmości MiRaaza otrzymałem z jego księgozbioru drugą część książki z przygodami Mordimera, biednego i umiłowanego inkwizytora jego ekscelencji biskupa Hezu.
Mordimer miał znowu kupę pracy. Tytułowy "Młot" to tylko jedno z kilku opowiadań zawartych w książce, ale wydaje mi się, że z nich wszystkich jest najlepsze.
Główny bohater znowu musiał rozwikłać kilka zagadek deprawowania świętości, lecz tym razem bardziej pakował się w nie przypadkowo niż celowo został do nich posłany. Brakuje też w kilku opowiadań jego "wiernych pomocników", bliźniaków i Kostucha, którzy pojawiają się dopiero na końcu, a przecież dzięki nim fabuła jest też ciekawsza (i przygody!)
Już myślałem, że nie pojawi się również osobisty anioł Mordimera, ale na szczęście w ostatnim opowiadaniu jest, dodając smaczku historii i wyciągają z tarapatów biednego inkwizytora.
Książka jest dobra. Ale nie tak bardzo jak bym chciał. Jest trochę gorsza od pierwszej części, a to dlatego, że pojawił się w niej schemat sztampowy, identyczny w każdym opowiadaniu. Zaczyna się niewinnie, potem okazuje się, że to gruba sprawa, a na końcu kogoś wieszają, a dziewka zostaje brutalnie zgwałcona.
Natomiast podobało mi się, że w ostatnim opowiadaniu były odwołania do wcześniejszych i opis tego co zdarzyło się potem (pomimo epilogu każdego z opowiadań).
Książka jest dobra, jednak jako druga część uważam że mogłaby być i powinna być lepsza. Nie mniej już jestem w posiadaniu trzeciej części i niedługo na pewno pojawi się jej recenzja na Twarzoksiążce.
Dodał: Lisek
Ocena: 7/10
← Cyfrowy Zamek. Odblask fantastyczny. →




Tytuły twoich notek mnie rozwalają. Inna sprawa, że po nim samym od razu niemal zgadłem, gdzie trafię po kliknięciu i jaka książka będzie opisywana (z czytnika RSS).